Ogórkowa babci, pomidorowa mamy

ROZMOWA Z Michałem Pyrką, byłym obrońcą Podlasia

Ogórkowa babci, pomidorowa mamy

Dlaczego zdecydowałeś się o zakończeniu przygody w klubie z Białej Podlaskiej?

– Nie jestem w stanie godzić studiów w Warszawie z regularnymi treningami i grą w Podlasiu. Przerabiałem ten temat w październiku i listopadzie. Dojeżdżałem dwa razy w tygodniu na zajęcia, ale to nie to samo, co codzienne zajęcia. Nie byłem w najwyższej formie, a ponadto nie byłem fair wobec kolegów. Na poziomie nie da się ćwiczyć dwa razy i zagrać mecz. Organizmu nie da się oszukać.

Trudno było podjąć taką decyzję?

– Oczywiście. Przecież od małego dziecka grałem w TOP-ie 54, a później w Podlasiu. Nie da się tak z dnia na dzień zapomnieć i odzwyczaić od treningów. Do tego zżyłem się z chłopakami. Dobrze czułem się w szatni. Do tego otrzymałem szansę od Miłosza Storto, by zaistnieć w dorosłej piłce na poziomie trzeciej ligi. Docelowo wiem, że ciężko utrzymać się z samej gry w trzeciej lidze, więc postawiłem na naukę.

To było niemal pewne, bo z tego co wiem, w Szkole Podstawowej nr 9 oraz w Publicznym Gimnazjum nr 4 byłeś bardzo pilnym uczniem i kończyłeś kolejne szczeble z czerwonym paskiem…

– Tak to wyglądało. Dokładnie. Wybrałem studia ekonomiczne w Szkole Głównej Handlowej w stolicy.

Czy w Warszawie będziesz szukał sobie klubu?

– Miałem kilka telefonów, ale wszystkim odmówiłem. Gram w drużynie akademickiej. Startujemy w mistrzostwach kraju uczelni. Na ten moment na tym koniec, chociaż nie mogę tego obiecać. Coraz bardziej brakuje mi regularnych zajęć z piłką.

Będziesz pojawiać się na meczach Podlasia?

– Oczywiście. To mogę obiecać. Będę trzymał kciuki za kolegów. Jestem przekonany, że utrzymają się w lidze.

Powiedzmy, że za pięć lat skończysz studia i wtedy wrócisz do Podlasia?

– Nie wiem, czy po grze w niższych ligach będę w stanie nawiązać rywalizację z zawodnikami, którzy będą reprezentować mój klub. Bardzo bym tego chciał. Jeśli nie jako zawodnik, chciałbym pomagać Podlasiu w innej roli.

Weekendowe wizyty w Białej Podlaskiej to powiązanie pożytecznego z przyjemnym?

– Dokładnie. Przez kilkanaście godzin mogę pobyć z najbliższymi i zabrać do stolicy trochę słoików.

Który słoik otwierasz jako pierwszy?

– Ogórkową babci Haliny oraz pomidorową mamy Anny. Pychota.